23.07.2016
Devils
Tower i droga do Rapid City
Po niespodziewanym noclegu w Ten Sleep ruszamy w stronę prerii. Co prawda szosa
przez Bighorn Mountains nie jest jeszcze całkowicie udostępniona do ruchu
kołowego, ale policjant informuje nas, że jest możliwość przejazdu za
samochodem pilotem. Czekamy, za nami ustawia się sznurek pojazdów. Po około 40
minutach przyjeżdża pilot i ruszamy. Bighorn Mountains są piękne, skaliste o
nieforemnych kształtach, wyrzeźbione przez wodę i wiatr. Wciągamy się na niemal
3000 m. npm. Widzimy ślady po pożarze.
Trwa jeszcze dogaszanie. Obserwujemy, jak helikopter nabiera wodę do
podwieszonego pod nim zbiornika i leci nad pogorzelisko. Trzeba przyznać, że
Amerykanie mają te manewry bardzo dobrze opracowane. Pożary, to w tym rejonie
chleb powszedni. W drodze do Rapid City widzieliśmy jeszcze jeden pożar na
prerii, na szczęście daleko od nas.
Devils Tower, to symbol Dzikiego Zachodu, punkt orientacyjny
osadników w drodze na prerie, ze wschodu na nieznany zachód. Bardzo chcieliśmy
to miejsce zobaczyć. Jest to również ciekawostka geologiczna. Skąd się ta
wielka monolityczna góra-skała wzięła? Najprawdopodobniej, to efekt erupcji
wulkanicznej. Devils Tower nazywane przez Indian Bear Lodge jest pięknym
pomnikiem przyrody, tu nazwanym National
Monument. Wygląda niesamowicie.
Dla Indian to od zawsze święte miejsce. Podoba nam się, że informują nas o tym tabliczki przy szlaku. Mamy się trzymać wytyczonych ścieżek, nie naruszać świętego dla Indian miejsca. Zastanawiam się, ilu z nich wciąż w ten sposób traktuje to miejsce. Niemniej jednak mijamy drzewa, na których wiszą kolorowe kawałki materiałów – to symbol nieustannej modlitwy (podobnie jak w Tybecie). Wędrujemy sobie dookoła góry. Nad nami latają golden eagles. Pewnie polują na pieski preriowe, których tu mnóstwo. To takie śmieszne stworzenia podobne trochę do świnek morskich, tylko większe (coś jak średni kot). Mieszkają na preriach, są potencjalnym posiłkiem wielu drapieżników, więc tak, jak mogą, starają się zabezpieczać przed nimi. Budują więc rozległe systemy korytarzy podziemnych i nor na różnych głębokościach. Teraz ich największym wrogiem jest niestety człowiek. Rozwój rolnictwa w tym rejonie powoduje zanikanie prerii, naturalnego środowiska piesków preriowych. Obecnie jest ich tylko 2% niegdysiejszej populacji. Dziewczyny oburzone – nie dość, że Biali wymordowali Indian (oczywiście opowiadamy im również o mordach Indian na osadnikach, ale więcej krwi spłynęło raczej przez białych) – to teraz wybiją pieski preriowe …
Dla Indian to od zawsze święte miejsce. Podoba nam się, że informują nas o tym tabliczki przy szlaku. Mamy się trzymać wytyczonych ścieżek, nie naruszać świętego dla Indian miejsca. Zastanawiam się, ilu z nich wciąż w ten sposób traktuje to miejsce. Niemniej jednak mijamy drzewa, na których wiszą kolorowe kawałki materiałów – to symbol nieustannej modlitwy (podobnie jak w Tybecie). Wędrujemy sobie dookoła góry. Nad nami latają golden eagles. Pewnie polują na pieski preriowe, których tu mnóstwo. To takie śmieszne stworzenia podobne trochę do świnek morskich, tylko większe (coś jak średni kot). Mieszkają na preriach, są potencjalnym posiłkiem wielu drapieżników, więc tak, jak mogą, starają się zabezpieczać przed nimi. Budują więc rozległe systemy korytarzy podziemnych i nor na różnych głębokościach. Teraz ich największym wrogiem jest niestety człowiek. Rozwój rolnictwa w tym rejonie powoduje zanikanie prerii, naturalnego środowiska piesków preriowych. Obecnie jest ich tylko 2% niegdysiejszej populacji. Dziewczyny oburzone – nie dość, że Biali wymordowali Indian (oczywiście opowiadamy im również o mordach Indian na osadnikach, ale więcej krwi spłynęło raczej przez białych) – to teraz wybiją pieski preriowe …
Po spacerze i obiedzie pod Devils Tower mieliśmy prosty plan – nocleg na parkingu Walmartu w miejscowości Spearfish. Jest taka generalna zasada kamperowania w Ameryce, że zarząd Walmarta zezwolił, by na tych ogromnych sklepowych parkingach mogły „nocować” kampery – rv’s overnight. Niestety, ku naszemu zdziwieniu, okazało się, że miasto Spearfish tego zakazało. Musieliśmy więc przemieścić się do Rapid City, ok. 35 minut drogi na wschód. Tam przenocowaliśmy na walmartowym parkingu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz