Mój blog o książkach dla dzieci

Mój blog o książkach dla dzieci
Mój blog o książkach dla dzieci - polecam

czwartek, 1 września 2016

Jak zatankować paliwo w USA?

Jak zatankować paliwo w USA?

Dla kogoś kto jeździ kilka lat samochodem po Polsce i Europie wydaje się to być sprawa dość oczywista. Ale…
schody zaczynają się już na początku. Jaki bak ma twój samochód? 40, 50, 60 litrów? No to w USA może mieć 20, 30 czy tak jak nasz 50 galonów. No i już troszeczkę tracisz orientację, próbujesz przeliczać na litry… Jeszcze gorzej, kiedy chcesz oszacować na, ile tego paliwa ci starczy. W Europie powiemy, ze samochód spala 8l na setkę i już sobie przeliczamy szybciutko jaki mamy zasięg. W USA oczywiście litry i kilometry nie istnieją, więc w zamian mamy mile i galony. Dodatkowo Amerykanie nie mówią, ile galonów pali maszyna na sto mil, ale ile mil zrobi na jednym galonie. Czyli np. nasz paliwożerny RV robi 10 mil na galonie. I już nasza europejska głowa jest zupełnie skołowana.
Jak już się z tym ogarniesz zaczynasz patrzyć, ile kosztuje paliwo na stacjach … i po chwili jesteś w szoku: ceny paliwa potrafią różnić się o kilkadziesiąt centów w sąsiadujących stacjach. Dodatkowo są oczywiście różnice pomiędzy stanami. W trakcie naszej podróży widzieliśmy ceny paliwa z zakresie od 1.8 USD do 3,9 USD za galon. Jak się w tym nie zagubić? My używaliśmy strony gasbuddy.com (jest też aplikacja mobilna), która jest portalem typu crowd-info (ludzie wpisują ceny paliwa na poszczególnych stacjach) – w ten sposób można nie tylko znaleźć najniższą cenę paliwa w okolicy, ale tez zaplanować gdzie tankować w trakcie długich przejazdów. Godna polecenia.
OK, wiemy już z ile paliwa potrzebuje nasza maszyna, wybraliśmy stację z najlepsza ceną, zajeżdżamy do dystrybutora i…
Musisz przed zatankowaniem zautoryzować płatność kartą. Wkładasz naszą europejska kartę do dystrybutora, odpowiadasz na kilka pytań (Dedbit or Credit Card? – kto się u nas nad tym zastanawia, Want the receipt? Have promotional code? etc. ) i automat po chwili zastanowienia prosi cię o:
PIN – to znamy;
PIN, ale pięciocyfrowy - ja po normalnym PINie wpisywałem zero i zwykle działało;
ZIP CODE, czyli kod pocztowy – o dziwo nasz polski kod zwykle działa.
Automat przyjmuje naszą odpowiedź i albo pozwala nam tankować, albo pomimo podania prawidłowych danych mówi GO TO SEE ATTENDANT, co oznacza, że nasza europejska karta tu nie działa. Cóż, biegniemy do okienka, i tu zwykle miły attendant jest w stanie tą płatność przeprocesować. A jak nie, to trzeba wyskoczyć z gotówki i zapłacić z góry za paliwko. Amerykańskie karty płatnicze przedpłacone, które ponoć działają na wszystkich stacjach (można nabyć w wielu sieciach handlowych) nie opłacalne – taniej jednak wybierać gotówkę w bankomatach.

Uff, zapłacone. W końcu zatankuję… a potem tylko spalać to paliwo na niekończących się amerykańskich drogach i bezdrożach.

Drzewa Jozuego są super!

31.08-01.09.2016

Yoshua Tree National Park

Mormoni, którzy zobaczyli te drzewa, nazwali je Yoshua Trees, gdyż przypominały im biblijnego Jozuego wznoszącego ręce do Nieba. Nam yoshua trees po prostu się podobają, zwłaszcza gdy rosną w pobliżu pięknych skał. Znajdujemy miejsce na Jumbo Rock Campground i napawamy się przyjazną temperaturą. Jest popołudnie, mamy kilka kresek ponad 30 stopni i jest naprawdę miło. Jesteśmy na pustyni, ale wysoko, więc temperatura przyjazna. To styk dwóch pustyń Colorado Desert i Mojave Desert. Zdumiewa nas bogactwo przyrody. Rosną to poza joshua trees, juki, przeróżne kaktusy, sprytne desert almonds, które mają owłosione listki (włoski odbijają światło i zapobiegają wysychaniu) i pożyteczne mormon tea (przypominają ogromne skrzypy). Zwierząt też tu całkiem sporo: jaszczury, sowy, kangaroo rats (maleńkie myszki z długimi ogonami, które uwielbiają skakać – są naszymi sąsiadami na kempingu), kojoty, siedem rodzajów grzechotników a także tarantule i malutkie, szare wiewiórki.
Dziewczyny są zachwycone skałkami. To granity, które jako skały magmowe wybąblowały spod ziemi, gdy zderzyły się dwie płyty tektoniczne. Siedziały sobie pod gnejsami a stały się widoczne, gdy gnejsy zwietrzały. I tak oto w Joshua Tree National Park mamy sporo skał, które przypominają ogromne bąble. Wędrujemy i podglądamy zachód Słońca. Potem udaje nam się zobaczyć fragment Drogi Mlecznej.
Rano budzą nas kojoty. Ich wycie i „szczekanie” przyprawiają o gęsią skórę. Klara i Zofka wstają wyjątkowo wcześnie, by zobaczyć wschód Słońca.
Pierwszy dzień września, a tym samym pierwszy dzień szkoły postanawiamy uczcić kawą i pysznym brownie w kafejce przy Visitor Center. Cappucino i ciasto super, ale najlepsza jest właścicielka kawiarni, która bardzo miło nas przyjmuje, opowiada o Joshua Tree, życiu na pustyni i dodatkowo częstuje nas wodą z lodem i bananami. To niesamowite, jaką miłą atmosferę stwarza w tej małej kawiarence.
My jesteśmy znowu w drodze. Nasze ostatnie dwie kamperowe noce chcemy spędzić w San Bernardino National Forest. Zarezerwowaliśmy sobie miejsce na kempie z basenem. Chcemy odpocząć. San Bernardino jest położone wysoko, więc jest nadzieja na znośne temperatury. I tak 01.09 obudziliśmy się w pustynnym Joshua Tree National Park, a zaśniemy wśród sosenek i skał w San Bernardino. Dwa różne światy. Taka jest właśnie Ameryka.

Nasza wizyta w Yoshua, to spełnienie moich marzeń. Zawsze chciałam zobaczyć joshua trees. Udało nam się nawet zobaczyć saguaro- to taki wysoki kaktus z westernów charakterystyczny dla południowej Arizony. Marzenia się spełniają.










Pustynia

31.08.2016

Droga Las Vegas – Hoover Dam – Joshua Tree

Wyjeżdżamy z Las Vegas, które nazwaliśmy Sin City. Wracamy w nasze ulubione klimaty parków narodowych. Chcemy do przyrody!
Po drodze oglądamy Zaporę Hoovera. Robi wrażenie. Choć upał spowalnia emocje i myślenie, jest sporo ponad 40 stopni. Hoover Dam, to ostatni przystanek, spotkanie z cywilizacją na drodze do Joshua Tree. Wjeżdżamy do Kalifornii i przez następne cztery godziny jedziemy przez Pustynię Mojave. Piasek, góry na horyzoncie, trochę wysuszonych krzaków, to stały krajobraz. Gorąco, gorąco, na szczęście mamy klimę. Choć podróżujemy już prawie trzy miesiące, wciąż zdumiewa nas amerykańska przestrzeń. Pomimo upału i zmęczenia, odpoczywamy po zgiełku Sin City. Nie dla nas neony, kasyna, głośna muzyka i tłumy.

Jedziemy do Yoshua Tree National Park.