Mój blog o książkach dla dzieci

Mój blog o książkach dla dzieci
Mój blog o książkach dla dzieci - polecam

wtorek, 5 lipca 2016

Z San Francisco do Redwood

05.07.2016

Czołem,
dziś przejechaliśmy na północny koniuszek Kalifornii. Jesteśmy w Redwood National Park, co oznacza, że pożegnaliśmy się (bez żalu) z miastami i ruszamy na dobre w przyrodę. Następnym razem trafimy do dużego miasta dopiero w drugiej połowie sierpnia. To będzie Las Vegas. Po drodze do Redwood spotkaliśmy się z mamutowcami i sekwojami. Piękne i kolosalne. Dziś widzieliśmy drzewo, które ma (według tabliczki) 2400 lat!!!
W Redwood będziemy trzy dni. Poza spacerowaniem po szlakach musimy naprawić klimę w przedziale kierowcy. My organizujemy naprawę, firma która nam wypożyczyła kampera płaci - sprawdzimy czy to tak naprawdę działa. Musimy w każdym razie znaleźć mechanika. Takie przygody po drodze ...




Independence Day. Wow!

04.07.2016

Independence Day, czyli Święto Niepodległości spędziliśmy w Sausalito, takim satelickim miasteczku San Francisco. Wydawało nam się, że lepiej będzie dla nas zobaczyć paradę i pokaz fajerwerków w wersji suburbs, niż w centrum olbrzymiego miasta jakim jest San Francisco. No i trafiliśmy w dziesiątkę!

Przedpołudniem była kolorow,a wesoła parada ulicami miasteczka. Dla nas hitem była orkiestra dęta, która grała po prostu obłędnie. Do niektórych kawałków mieli nawet układy choreograficzne! Dziewczyny, zwłaszcza Hania, zachwycone, że podczas parady rozrzuca się cukierki - mamy więc kolekcję mmsów, twixów, żelków itp. Po paradzie była muzyka na żywo w parku. Nastrój był piknikowy - ludzie na kocykach, jedzenie, pogawędki. Tańczyliśmy w rytmach country i zawarliśmy znajomość z kilkoma osobami. Wszyscy zainteresowani naszą podróżą, Polską, Europą i Brexitem. Fajnie tak pogadać...
Na koniec parkowych koncertów została uroczyście zdjęta flaga amerykańska. Krzysiek, Hania, Rita i Zosia brali w tym udział. To taka tradycja, flaga nie może dotknąć ziemi i musi zostać złożona w ściśle określony sposób. Dla nas to było nowe, ciekawe doświadczenie.
Wieczorem obejrzeliśmy sobie wielki pokaz fajerwerków. Super.

Post scriptum
Sausalito, to piękne miasteczko nad zatoką. Kolorowe, śliczne domki, miłe sklepiki, kawiarnie i organic food, ekologia na co dzień- recyclingowanie śmieci, wypaśne place zabaw i wielka marina z jachtami. To przyjemne miasteczko bogatej klasy średniej. Nasz rv park, gdzie zaparkowaliśmy kampera i gdzie mieszkamy (3 dni) jest w Larkspur, 5km dalej. Wielu naszych sąsiadów z Larkspur mieszka w przyczepach i motorhome'ach, nie ma recyclingowania i pięknych placów zabaw ani marin. Niby tylko 5km, ale wydaje się dużo dalej...











poniedziałek, 4 lipca 2016

San Francisco

03.07.2016

San Francisco. Zacznę chronologicznie, bo mam mętlik w głowie wywołany tym miastem. Przyjechaliśmy tu wczoraj. Nasz RV Park znajduje się w Larkspur, niedaleko przystani promowej i przystanków autobusowych, skąd mamy świetne połączenia do centrum San Francisco. Kepmingi i rv parki przy dużych miastach mają to do siebie, że są drogie i brzydkie. Taki jest i nasz. Właściwie jest tu tylko osiem miejsc dla takich jak my - przyjezdnych na jedną lub kilka nocy. Pozostałe miejsca, to miejsca dla residents, czyli stałych mieszkańców. Taaak, całkiem sporo tu ludzi mieszkających stale w przyczepach, autobusach, rv lub motorhome'ach, czyli takich przenośnych domach.

Dziś wyruszyliśmy na podbój miasta. W planach mieliśmy mszę w polskim kościele, przejażdżkę zabytkowymi tramwajami linowymi - cable cars, wizytę w Chinatown, oraz przechadzkę po tych stromych, szalonych ulicach.

Msza
Polska parafia, podobnie jak w Los Angeles - w ławkach emigracja lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Trafiliśmy akurat na mszę, która w założeniu miała być po polsku, ale ponieważ polski ksiądz jest na urlopie, a parafia współdzieli kościół z Chorwatami i Słoweńcami, mszę odprawiał Chorwat bardzo się starający mówić po polsku. Było ciekawie:) Po mszy zaproszono nas na kawę i ciasto. No i pogadaliśmy z księdzem oraz Polonią z San Francisco. Tylko, jak odpowiedzieć na pytanie - Co się zmieniło w Gdańsku?- facetowi, który żył w tym mieście i 30 lat temu wyjechał, i od tamtej pory nie był w Polsce? Bo zasadniczo zmieniło się wszystko. Przyjęto nas bardzo miło, świetnie nam się kawę piło, ale myślę sobie, że tu w USA widzenie naszych polskich spraw jest tak bardzo ograniczone, niekompletne, opakowane w sentymenty i wspomnienia...

Cable Cars
Świetna atrakcja, gdyby nie ... niemal 2 godziny czekania w kolejce (nie wiem, jak Janek to zrobił, że był taki grzeczny i przez cały ten czas przyglądał się ludziom dookoła), 7$ na głowę za bilety i maksymalne upychanie ludzi w wagonikach. Na szczęście udało nam się wyglądać na zewnątrz i podziwiać miasto, ale ścisk był straszny. Same tramwaje linowe super, niewiarygodnie sprawnie poruszają się po tych stromych ulicach.

China Town
Po prostu Chiny przeniesione do San Francisco - chińskie napisy, jedzenie, produkty spożywcze, zabawki, gazety... Ciekawa wycieczka, dziewczyny bardzo zaintrygowane. Krzysiek chciał koniecznie usiąść na jedzenie, ale my - dziewczyny, się zbuntowałyśmy.

Wędrowanie
Jeżeli tylko odejdzie się od portowych pirsów i części Beach, zanurzy się w pokręcone, strome uliczki miasta, jest ciekawie. Kolorowe domy, kilka drapaczy chmur, kilka pięknych budynków z lat trzydziestych ubiegłego wieku w Financial District, przytulne kafejki. Ładnie.

Mosty
Golden Gate Bridge przejechaliśmy rano autobusem. Chcieliśmy mu zrobić zdjęcie popołudniu wracając promem, ale most zatonął w chmurach. Fani mostów tacy jak nasza Hania mogą tu w mostach przebierać, jest ich sporo i są piękne.

Zmęczeni wróciliśmy do naszego rv, poczuliśmy się jak w domu. A jutro Independence Day i wybieramy się na paradę.