No i nadszedł TEN DZIEŃ! Pobudka 4.10, wyjazd z domu 5.00, wylot z Gdańska 6.15. Jan przespał cały lot do Monachium. Dziewczyny się zagadały. Właśnie wbiliśmy się do business longue, zajęliśmy miły zakątek, zjedliśmy śniadanie i czekamy na kolejny lot. Okazuje się, że częste loty Krzyśka i jego złota karta dały całej naszej siódemce wstęp do senator longue. To miejsce idealne dla naszej siódemki - spokój, czyste podłogi (Jan raczkuje), jedzenie, napoje (za darmo). Mamy zamiar nakarmić dziewczyny (żeby nie były głodne w samolocie) i zmęczyć Jana (żeby spał). A potem dłuuugi lot do Los Angeles.
czwartek, 16 czerwca 2016
niedziela, 12 czerwca 2016
Kawiarka
Zaczynamy się pakować. Nosimy, zbieramy kolejne Bardzo Ważne Rzeczy, które niedługo zaczniemy upychać w walizkach i plecakach. Jest to
proces długi i mozolny, warto zadbać o to, żeby nie przegapić czegoś, co będzie
nam potrzebne. A lista jest spora: leki, śpiwory, zestaw krawiecki, turystyczne
poduszki, lornetka, aparat fotograficzny, latarki, czołówki, podstawowy zestaw
kuchenny, repelenty na owady, trochę pieluch, nosidło i chusta Janka, Jankowe
jedzenie na kilka pierwszych dni, buty na góry, sandały, kilka książek papierowych, dużo książek na czytniku, laptop, ciuchy lżejsze i grubsze … Przy
okazji przypominamy sobie wcześniejsze wyprawy i nasze większe i mniejsze
wpadki z pakowaniem, w tym tę najsłynniejszą – brak butów zimowych dla dzieci,
gdy wybraliśmy się na narty … Hm… bywa i tak. Jest jednak sprzęt, który wcale
nie jest niezbędny, zajmuje całkiem sporo miejsca, ale absolutnie nie możemy
się – my dorośli - bez niego obejść – KAWIARKA. Czy w naszym kamperze będzie
ekspres do kawy? Może i będzie, ale co najwyżej przelewowy, a my się od dobrej
kawy uzależniliśmy. Pakuję więc naszą włoską kawiarkę i już sobie wyobrażam,
jak parzymy w niej kawę gdzieś w Redwood albo Badlands. Taaak, kawiarka musi
być.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
To już tylko 10 dni...
Mamy czternaście nóg i
czternaście rąk, siedem głów, a w nich mnóstwo pomysłów na mniejsze i większe
podróże. Jesteśmy siedmioosobową rodziną z Gdańska. Razem mamy 113 lat i 9
miesięcy. Właśnie znowu ruszamy w świat, tym razem przez ocean, do Los Angeles,
a stamtąd trzydziestojednostopowym RV na prawie trzymiesięczny podbój Dzikiego
Zachodu. To będzie niezłe wyzwanie, bo jak dotąd, nigdy nie podróżowaliśmy
kamperem. Mamy za sobą co prawda pokonywanie islandzkiego interioru sporą
terenówką i żeglowanie u chorwackich wybrzeży, ale jazda RV będzie dla nas
nowością.
Rozpoczynamy w słonecznej
Kalifornii, w Mieście Aniołów. Wybrzeże Pacyfiku gdzie surferzy dokonują cudów
na falach, a lwy morskie… po prostu leżą, lasy sekwojowe, wymarłe miasteczka
poszukiwaczy złota, osobliwości Parku Narodowego Yosemitee, parada w Dzień Niepodległości
na moście Golden Gate w San Francisco… Jest w czym wybierać, byle gorączka
złota nas nie ogarnęła. Później na północ, przez krainę wina ku smaganemu
wiatrami, dzikiemu brzegowi Pacyfiku w Oregonie i do Parku Narodowego Crater
Lake, gdzie ponoć najczystsza woda na naszej planecie. Stamtąd długi przelot
przez pustynie na wschód, do wspaniałości Parku Narodowego Yellowstone i dalej
na prerię ku dzikim krajobrazom Badlands. Czy będzie nam dane zaznać pustki i
samotności na niekończących się przestrzeniach? Spróbować steka z bizona i
spojrzeć w koleiny, jakimi przed laty poruszały się wozy osadników na szlaku
Oregońskim? Po tych atrakcjach kolejny długi odcinek, tym razem na południe.
Santa Fe, Yuma śladami Billy Kida i Pata Garretta. Rezerwaty i budowle Indian
Pueblo i Nawaho, kowboje, muzyka country, stada bydła i … kosmiczne temperatury
Nowego Meksyku. Dlatego potem uciekamy nieco na północ, ku Parkom Narodowym
Arches, Zion i krainie kanionów - oglądać najdziwniejsze formacje skalne na
kontynencie. Stamtąd do Las Vegas – może przy odrobinie farta zwróci się nam
koszt wyprawy? I już krok po kroczku, pośród kaktusów i drzew Jozuego z
powrotem do Los Angeles.
Wiele dróg przed nami, wiele pytań.
Czy się uda? Zobaczymy już wkrótce. Start 16 czerwca!
Subskrybuj:
Posty (Atom)